wtorek, 24 lipca 2012

Pierwszy dzień wakacji w Grecji.

Piątek 13-tego

Wczesna pobudka o 7.00, szybkie pakowanie ostatnich rzeczy, śniadanie i wyjazd. Pierwsza stacja- Centrum handlowe,  o 9.30 podróż na lotnisko Pyrzowice. Stoimy w kolejce po odprawę. Potem rewizja osobista. Zaczynam 'piszczeń' w bramkach i jestem  przeszukiwana. To zapewne mój aparat na zęby P:
O 11:30 wchodzimy na salę, z której będziemy się ustawiać do odpowiedniego wyjścia.
Po krótkim posiłku w kafejce, gotowi do wyjazdu, czekamy na otworzenie się naszego wyjścia. Pewien facet zbiega po schodach, przepychając ludzi. Myśli że jego samolot odleciał.
O 13:30 dostajemy wiadomość, że lot został opóźniony z przyczyn technicznych, dalsze informacje po pół godzinie. Wracamy na salę. Następna wiadomość ta sama. Minęło już 1,5 h. Ne wiadomo co się stało. Czekamy na lot. Dopiero o 16:00 dostajemy wiadomość o kolejnym przesunięciu godziny lotu i o wydawanych darmowych ciepłych posiłkach na stołówce o 18:00 za okazaniem biletu. Zostaliśmy odesłani z owej sali, przed terminale. Nadszedł czas posiłku. Dostajemy talerz, na którym znalazły się ziemniaki, kawałek mięsa oraz surówka. Herbata to wzięcia dla chętnych. W worku bułka (bardzo dobra zresztą, 2 Prince-pola i Pepsi light.
Dostajemy wiadomość o ponownym wejściu na salę. Pod potencjalnie naszym samolotem stoi karetka pogotowia. Jak się później dowiedziałam, jakiś ptak wleciał do jednego z silników. Narobił takich szkód, że uniemożliwił lot. Trzeba było czekać na kolejny samolot tych lini.
O 20 30 ponowne ustawienie do wyjścia. Tym razem zakończone sukcesem. Udajemy się do lekko podstarzałego samolotu. Mam miejsce przy oknie. Silniki ruszają, a adrenalina zaczyna mi się podnosić. Jadąc po pasie, skrzydła dość pokaźnie się ruszają. Unosimy się nad ziemią. W chwili wszystko wydaje się malutkie. Przedzieramy się przez  jedną warstwę chmur, potem przez kolejną. Jedyną rzeczą, która mi przeszkadzała to TURBULENCJE. Przyciskam rękę i głowę do mamy, gdy samolot unosi się i nagle bezwiednie opada. Jak później się dowiedziała od taty: 'Nigdy jeszcze się nie spotkałem z takimi turbulencjami. Siedziałem cicho, żeby was  nie straszyć, ale modliłem się żebyśmy nie spadli".
II cześć lotu minęła bezproblemowo. 
Czas lądowania. Łagodne poprowadzenia samolotu, dopiero zdziwiło mnie samo osadzenie go na ziemii, gdy maszyna uderzyła o pas, tak, że się wszystko zatrzęsło.
 Jest godzina 00:30. 7 godzin opóźnienia lotu! Po odebraniu bagaży idziemy przed lotnisko w Kos. Czeka tam pani logo naszego biura podróży i informuje o przeniesieniu nas do innego hotelu. JAK TO?! Jesteśmy umówieni ze znajomymi, a ci nie wiedzą do się  z nami dzieje! Jedyna pracująca komórka taty została zablokowana przez nieprawidłowo wpisany pin. Jednak z powodu późnej godziny nic nie udało nam się tego dnia zmienić. 

Zainteresowani dalszym biegiem sytuacji?

25 komentarzy:

  1. O Grecja, byłam 3 lata temu, zazdroszczę ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. noo... już by mi nerwy puściły szczerze mówiąc... czekam na ciąg dalszy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. ja miałam takie lądowanie na Cyprze, a przed lądowaniem samolot prawie wpadł do wody... to dopiero miałam stracha! ale ogólnie lot był całkiem całkiem, to samo z powrotem, i gdy leciałam do Turcji także, może były u ciebie takie turbulencje bo samolot był stary? czekam na ciąg dalszy:*

    OdpowiedzUsuń
  4. Masakra, tyle czekania...To jest straszne... ;/

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja ostatnio miałam podobne turbulencje, okropna sprawa..-,-

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam na następną częśc ;d

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale masz przygody! Mam nadzieję, że wakacje będą udane. Jeśli znajdziesz chwilkę to zapraszam do siebie, do wzięcia udziału w konkursie!
    http://www.gerlichkarolina.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  8. O jacie tyle czekania -.- Czekam na następną część :D ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Też bym chciała do Grecji! :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja miałam mieć lot do Angli o 13, wszystko było ok. wsiedliśmy do samoloty, ustawiamy się na pasie startowym gotowi aby się uniesć i stacja szybko kontaktuje się z samolotem, że natychmiast mają zgasić silniki ponieważ samolot spadnie w czasi elotu - jest uszkodzony . Przyleciał po nas inny z Irlandii? Wylatywaliśmy o 3 nad ranem . Masakra! :)
    To było chyba w 2009 :)

    OdpowiedzUsuń
  11. O jejku ale ci zazdroszczę ;D
    Piątek 13-tego był jak dla mnie bardzo fajny ;D

    OdpowiedzUsuń
  12. i to się nazywa przygoda ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. tak, fajnie się czyta ;D

    OdpowiedzUsuń
  14. niezła przygoda :) Ale ci zazdroszczę tej Gracji ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. to normalne przy lądowaniu. Polatasz jeszcze parę razy i się przyzwyczaisz ;)
    osobiście uwielbiam latać, tą adrenalinkę przy starcie ;)

    OdpowiedzUsuń
  16. w tym roku byłam w Grecji, zresztą co roku latam tylko do Grecji tzn co roku na inną wyspę ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. aaa i do na pewno nie wina aparatu, że Ci piszczała bramka. hahah też miałam takie obawy jak pierwszy raz leciałam samolotem, po założeniu aparatu ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. No to miałaś przygody. I to w pierwszy dzień wakacji ! Z jakiego biura jechałaś? ;>

    OdpowiedzUsuń
  19. Intesnsywnie ale bardzo interesujaco, pisz tak dalej bo uwielbiam Grecje:-)
    I zapraszam na ROZDANIE u mnie;-)
    Kisses
    Aga

    WORLDWIDE GIVEAWAY!!!
    WORLDWIDE GIVEAWAY!!!
    www.agasuitcase.com

    OdpowiedzUsuń
  20. U... Nieciekawie te wakacje się zaczęły. Mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej.

    OdpowiedzUsuń